Wydarzenia

27 lipca-8 sierpnia - Obóz wakacyjny w Chorwacji


27 lipca 2007 roku w samo południe grupa uczniów (i 3 absolwentki) naszego L.O. wraz z opiekunami wyruszyli na wycieczkę do Chorwacji. Po ponad 24godzinnej jeździe wycieńczeni podróżą wysiedliśmy z autokaru. Naszym oczom ukazał się piękny widok na malownicze miasteczko położone w samym środku magicznej, wyglądającej jak opustoszały księżyc wyspy Pag.

Zakwaterowani byliśmy w dwóch budynkach położonych na górce, około 450m od plaży. Pomiędzy ośrodkami, znajdowała się piekarnia, będąca celem nocnych eskapad, których efektem było konsumowanie pysznych i świeżych pączków oraz wszelkiego rodzaju pieczywa.

Już drugiego dnia pod wodzą prof. Stockiej zażyliśmy kąpieli błotnej, która zakończyła się awanturą pomiędzy umorusanymi w błocie Kołłątajowcami, a grupą oburzonych sytuacją turystek z Niemiec.

Jeden dzień poświęciliśmy na rejs statkiem pomiędzy wyspami położonych w pobliżu Pagu. Za sterem zasiadła (na szczęście tylko na chwilę:) prof. Wojtasiewicz. W drodze powrotnej dopadł nas sztorm. Tego jak znakomicie bawiliśmy się w jego trakcie nie można opisać słowami. Podczas gdy statkiem bujało na boki, my jak gdyby nigdy nic tańczyliśmy (wpadając na wszystko) oraz nalewaliśmy napoje z dzbanków (oczywiście większość lądowała na podłodze, lub na kolegach, ale nawet to nie wpłynęło na nasze zadowolenie z najbardziej niezapomnianego w życiu rejsu statkiem).

A teraz Zadar.... Udaliśmy się także na wycieczkę do portowego miasta Zadar, położnego na stałym lądzie. Tam oprócz krótkiego zwiedzania mieliśmy dla siebie czas wolny, podczas którego większość z wycieczkowiczów udała się do ekskluzywnego klubu "Arsenał", będącego jednym z najważniejszych miejsc na kulturalnej mapie miasta.

Trzeba też wspomnieć o dyskotekach, które bez nas prawdopodobnie nie uzyskałyby tak wielkiej popularności. Nasza pierwsza zabawa w gronie Chorwatów nie należała do bardzo udanych, ale kolejne już były sukcesem.

Każdego ranka, po wycieńczającej, nocnej zabawie odpoczywaliśmy na plaży korzystając z piekącego słońca i rześkiej bryzy znad Adriatyku. Robiliśmy to tylko dlatego, by wieczorem ponownie mieć siłę na spacery po mieście, kupowanie pamiątek (produktem Pagu, który zdobył największa sławę jest serwetka o wdzięcznej nazwie- paszka cipka - nazwa mówi za siebie;) oraz zabawę w pobliskim wesołym miasteczku.

W przeddzień naszego wyjazdu Chorwaci obchodzili swoje święto. W ciągu dnia można było skosztować mięsa wołu pieczonego nad ogniskiem, a wieczorem w porcie odbył się koncert. Ostatnim przystankiem w Chorwacji był park narodowy Jeziora Plitvickie, w którym przechadzaliśmy się wśród licznych wodospadów i jezior, których kolor na długo pozostanie w naszej pamięci. Po kilkugodzinnym spacerze wróciliśmy niechętnie do autokaru, którym wyruszyliśmy do chłodnej Polski.

Ale jak to my zawsze natrafiamy na jakieś przeszkody. Będąc już w naszym kraju, ciesząc się z bliskości domu nagle miny nam zrzedły, ponieważ zepsuł się autokar. Wkrótce jednak (po dwóch godzinach) podstawiono nam nowy, o dziwo wygodniejszy. Teraz już nic nie było w stanie nas zatrzymać. Śpiewając mijaliśmy kolejne miasta aż wreszcie wjechaliśmy na parking przed szkołą.

Śródziemnomorska egzotyka dała nam jednak siłę na dalsze, deszczowe tygodnie w Warszawie.

Paulina Poświatowska
Adam Rutkowski

eng small sp small fr small
boczny kontkat boczny dojazd boczny rekrutacja

bip ell koalicja logo